Adventure

Ahoy, Captain!

Pomysł na wakacje pod żaglami pojawił się trochę znienacka. Spontanicznie podjęłam decyzję o udziale w całej ekspedycji zachęcona dużym entuzjazmem organizatorów wyprawy.

Czy miałam jakieś pojęcie na temat żeglowania? Niespecjalnie. Cholera a tak szczerze, żadnego. Dodam, że wyruszyłam z podstawową umiejętnością pływania. Poziom żabkopies, który po intensywnych treningach w aquaparku przeszedł transformację w zdecydowaną żabkę. By ociupinkę przybliżyć sobie podstawy żeglugi i nabyć jako takiego kontaktu z żaglówką wybrałam się razem z chłopakiem na zajęcia do wrocławskiej Na Fali. Podczas wakacji w wybrane niedziele można było się zapisać na godzinkę zajęć.  Powiem tak, instruktorka przeprowadziła super zajęcia i naprawdę warto było się wybrać. Wyszłam z mocno utkwionym w pamięci fokaszotem (pisownia moja).

photography E. S.

W sierpniu wyruszyliśmy na podbój morza. Wyprawa samochodem do Chorwacji to nie takie hop siup no chyba, że ktoś jest bardzo młodej krwi i nie zasypia migiem. Warto sobie rozplanować podróż na dwa dni albo upakować do auta jak największą liczbę praktykujących kierowców. Serio, warto. Bezpieczeństwo to jednak wciąż ważna sprawa.

Pierwszy kontakt z Adelaide Mary był bardzo pozytywny. Pomieszczenia do spania dla tych którzy mają klaustrofobię mogą być przerażające. Jednak o dziwo wygodne prima sort. Przestronna kuchnia z salonem bez trudu pomieściła wesołą dziesięcioosobową gromadkę i dała szansę na przeprowadzenie morskich kuchennych rewolucji. Jacht posiadał pełne wyposażenie wszelkie kubki, czy inne miseczki, lodówkę, pościel. Wszystko niezbędne do przeżycia we współczesnych czasach.

photography Robert Kruszyk

Pierwsze godziny na morzu upłynęły w oparach ekscytacji, radości i niezmiernej ciekawości. Dopóki nie pojawiły się lody.  Dlaczego? Okazały się one wyzwalaczem choroby morskiej. Połowa załogi została zalana falą bynajmniej nie morską a mdłości. W sumie ode mnie się zaczęło, i na mnie pozostało. Pozostali szybko wrócili do zdrowia i zaadaptowali się do morskich warunków. Nie ja. Przetrwałam w bezpiecznej pozycji leżąco/siedzącej.

photography Adrian Bury

Wyruszyliśmy ze Splitu. Miejscowości, która z jednej strony jest obleganym kurortem z drugiej magicznym miejscem pełnym nastrojowych uliczek. Żeglowaliśmy od wysepki do wysepki. Wrzucam mapkę prezentującą nasza trasę.

made by Robert Kruszyk

photography E. S.

Zatrzymywaliśmy się w przepięknych zatoczkach by odpocząć w ciepłej i niesamowicie przejrzystej wodzie. Ktoś może się zdziwić, że od czego odpoczywać na jachcie. Ano kapitan potrzebuje pomocnej załogi. Szczególnie, gdy jest wiatr. W naszym składzie całe szczęście byli zapaleńcy żeglugi, którzy aktywnie we wszystkich manewrach uczestniczyli. Na pokładzie są emocje!  Gdy wieje nie ma nudy a trzeba sprawnie wykonywać polecania kapitana. Bez żartów. Co innego, gdy nie ma wiatru. W pełnym słońcu tkwisz na idealnie gładkiej tafli wody.

photography E. S

Wieczorem stawaliśmy na kotwicy w zatokach, raz zatrzymaliśmy się w marinie by uzupełnić zapasy wody i się odświeżyć. Wyobraźcie sobie letni wieczór, kolacja, jacht i zachodzące słońce. Cudownie. Plan zakładał wieczorne imprezy, ale po całym dniu żeglugi, wieczornym zwiedzaniu większość wolała zwyczajnie odpocząć.

Wspólne życie na jachcie wymaga organizacji, dyscypliny i nie lada współpracy. Myślę, że to dobre miejsce na wypad integracyjny czy do obserwacji ludzkich zachowań. Metraż jachtu jest niewielki jak na dziesięć osób. A tu trzeba ugotować, pozmywać, i wspólnie spędzać czas. Nie obyło się bez ciekawych dyskusji, karcianych rozgrywek i chwil z książką. U mnie gorzej bo czytanie niestety potęgowało moją chorobę morską.

photography E. S.

Jedzenie zabraliśmy z Polski. Na miejscu kupiliśmy tylko mięsko, świeże warzywa i owoce oraz nabiał. Plan przed wyjazdem zakładał, że każdego dnia gotują kolejne dwie osoby według ustalonego przed wyjazdem menu, które w trakcie w miarę potrzeb modyfikowaliśmy. Na wodzie wszystko smakuje przednio. Uwielbiałam jednak śniadania i kolacje utrzymane w konwencji szwedzkiego stołu.

Co warto ze sobą zabrać?

Wersja damska na bardzo przyjazne warunki pogodowe

  • strój kąpielowy, najlepiej więcej niż jeden. W sprzyjających warunkach w stroju można chodzić od rana do wieczora.
  • coś cieplejszego na chłodne wieczory czy bardzo wietrzne dni – bluza, polar, legginsy
  • sukienka na wyjście wieczorową porą
  • szybo schnący ręcznik
  • butki do morza
  • kurtka przeciwdeszczowa
  • przyda się karimatka na kamieniste plaże
  • wygodne buty do zwiedzania

Kosmetyczka

  • krem do opalania z wysokim filtrem, szczególne na początku
  • krem po opalaniu na podrażnienia
  • małe tubki (szampon do włosów, odżywka, jakiś olejek) – słona woda czyni z włosów koszmar
  • pasta, szczoteczka
  • krem do twarzy
  • czerwona szminka 😉

Pełny koszt wyjazdu ok. 2 tys. zł za 7 dni. Ponad połowę tej kwoty stanowi koszt wynajęcia jachtu, dalej to zrzutka na paliwo i jedzenie. 

Jak dla mnie to super przygoda i bardzo ciekawe doświadczenie mimo ciągłego uczucia mdłości.  Fajni ludzie, piękne widoki i świetnie spędzony czas. A powroty zawsze bolą.

photography  Joanna Kowalska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *